niedziela, 30 kwietnia 2017

Rozdział dwudziestypiąty

                                       Część I  
         "Dzień tu bez Ciebie ma miarę tygodnia" 

Gdy się obudziłam, zobaczyłam zielone oczy Maga wpatrujące się we mnie. Wyglądał jak starszy brat czuwający nad młodszą siostrą, której grozi niebezpieczeństwo. Był prawie idealny, nie mogłam powiedzieć, że nie. Wszystkie nastoletnie przyziemne biegałyby za nim jak szalone, ale nie ja. Mnie nie interesuje pożądanie, One pragną mieć przystojnego chłopaka, ja pragnę, żeby miał mózg i mnie szanował. W tej chwili przez głowę przemknęły mi miliony chłopców, z którymi zetknęłam się w życiu, poczynając od Jamesa Burtona, który podłożył mi nogę w podstawówce, kończąc na Arisie, który poświęciłby dla mnie całe swoje życie. Właśnie... Aris! Zerwałam się na równe nogi w mgnieniu oka. Mina Maga, który był przerażony, ponieważ jeszcze minutę temu spałam jak niedźwiadek, była zaskakująca.
- Wrócili?- zapytałam z poddenerwowaniem.
- Tak, są na dole.- odpowiedział z rozczarowaniem.
Błyskawicznie wybiegłam z pokoju. Od razu usłyszałam głosy, które dochodziły z salonu. Prędko zbiegłam po schodach, jednak na samym dole stanęłam jak wryta. To co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania.
- Christian..- wyszeptałam łamliwym głosem. Czułam jak łzy napływają mi do oczu i nie byłam w stanie ich już dłużej powstrzymać. Podbiegłam do niego i przytuliłam mocno, mimo tego, iż był ledwo żywy poczułam jak runa parabatai na moim lewym przedramieniu rozgrzewa się pod wpływem jego obecności. Gwałtownym ruchem wyjęłam serafickie ostrze i rozcięłam sobie i jemu dłoń, po czym miejscem rany ścisnęłam nasze dłonie do siebie i zaczęłam powoli wymawiać słowa przysięgi tak, aby niczego nie pomylić:

" Nie nalegaj na mnie, abym Cię opuścił i odszedł od Ciebie,
albowiem dokąd Ty pójdziesz, tam i ja pójdę,
gdzie Ty zamieszkasz tam i ja zamieszkam,
i lud Twój jest moim ludem,
a Bóg Twój jest moim Bogiem.
Gdzie Ty umrzesz  tam i ja umrę i tam pochowany będę.
Niech mi uczyni Pan cokolwiek zechcę, a jednak tylko
Śmierć odłączy mnie od Ciebie. 
Tak mi dopomóż Aniele! "

Po chwili zauważyłam niewielki ruch w obrębie jego klatki piersiowej, więc zacieśniłam uścisk jeszcze mocniej i powtórzyłam przysięgę około trzy razy. Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale ja musiałam mu pomóc. Słyszałam jak Aris mówi mi, żebym się odsunęła, że nie warto, ale ja już wiedziałam, że on do mnie wróci. Po chwili spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami, minę miał taką, jakby nie wierzył w to co widzi, a ja upadłam bezsilna na ziemię. 

                                        Część II
                "Bez Ciebie nie ma mnie..."
Obudziłam się obok Christiana, a nad nami czuwał Magnus Bane. To największy czarownik Brooklyn'u, więc zdziwiłam się trochę widząc go w naszym Instytucie. Uniosłam lekko głowę i zobaczyłam niemrawą minę Arisa. Nie wiedziałam dlaczego znowu jest poddenerwowany, póki nie zdałam sobie sprawy co zrobiłam niecałe dwie godziny temu. Odnawiając przysięgę Parabatai z Chrisem pozwoliłam, żeby część demonicznej mocy, którą zapoczątkował w nim Mroczny Władca przeszła na mnie, tylko po to, aby Christian mógł znów normalnie żyć. Najprawdopodobniej nie dotarło to do mnie jeszcze w zupełności, gdyż wciąż byłam spokojna jak nigdy dotąd. Mimo tego, iż oznaczało to, że Miecz Anioła mógłby mnie zabić, a trzymałam go w rękach jeszcze wczoraj, cieszyłam się jak dziecko, że znów widzę Chrisa całego, przystojnego jak kiedyś i z uśmiechem na twarzy. To mi wystarczyło. 
                                                                      *
- Ona musi umrzeć.- usłyszałam zza ściany. Podniosłam się powoli i postanowiłam posłuchać tej rozmowy.
- El, nie mów tak!- odpowiedział rozwścieczony Aris.
- Jak umrze będziemy bezpieczni, zrozum. To nie Clave, ani Mroczni są dla nas zagrożeniem, tylko ona. Wie już i tak o wiele za dużo, a wiesz co się stanie, jeżeli dowie się całej reszty.- kobieta kontynuowała wypowiedź.
- Nie dowie się.- w głosie Arisa słychać było smutek.
- Lepiej będzie jeżeli ją zabijemy. Wiem, że Ci na niej zależy, ale takich jak ona są miliony, znajdziesz sobie jakąś, bo niestety ta długo żyć nie będzie.
Tylko tyle udało mi się usłyszeć. Gdy po chwili słychać było stukot obcasów podążających w stronę mojego pokoju, powoli chwyciłam ostrze, leżące pod łóżkiem i ściskając je mocno w dłoni, udałam że jeszcze śpię. 
- Widzisz, nawet nie poczuje bólu. 
Błyskawicznie wyrwałam rękę spod pierzyny i krzyknęłam imię ostrza, każde serafickie ostrze nosi nazwę anioła. Nie zwracałam uwagi na to kto nade mną stoi. O mały włos zabiłabym Arisa. 
- Co Ty do cholery wyprawiasz?!- wrzasnął na mnie.
- Ja? Spójrz na siebie! Próbowałeś mnie zabić, gdy spałam! Taki z Ciebie bohater? Nie masz nawet odrobiny odwagi, żeby zmierzyć się ze mną twarzą w twarz, ale będziesz mnie atakował, gdy śpię. Nie wstyd Ci?- warknęłam w jego stronę.
- Przestań, Kat! 
- Wszystko słyszałam!- nie mogłam już dłużej tego ukrywać.
- To nie tak jak myślisz Katherino.
- A niby jak?- nie miałam ochoty słuchać jego idiotycznych tłumaczeń.

                                                                                                                               ~Nightmare.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz