niedziela, 30 kwietnia 2017

Rozdział dwudziestypiąty

                                       Część I  
         "Dzień tu bez Ciebie ma miarę tygodnia" 

Gdy się obudziłam, zobaczyłam zielone oczy Maga wpatrujące się we mnie. Wyglądał jak starszy brat czuwający nad młodszą siostrą, której grozi niebezpieczeństwo. Był prawie idealny, nie mogłam powiedzieć, że nie. Wszystkie nastoletnie przyziemne biegałyby za nim jak szalone, ale nie ja. Mnie nie interesuje pożądanie, One pragną mieć przystojnego chłopaka, ja pragnę, żeby miał mózg i mnie szanował. W tej chwili przez głowę przemknęły mi miliony chłopców, z którymi zetknęłam się w życiu, poczynając od Jamesa Burtona, który podłożył mi nogę w podstawówce, kończąc na Arisie, który poświęciłby dla mnie całe swoje życie. Właśnie... Aris! Zerwałam się na równe nogi w mgnieniu oka. Mina Maga, który był przerażony, ponieważ jeszcze minutę temu spałam jak niedźwiadek, była zaskakująca.
- Wrócili?- zapytałam z poddenerwowaniem.
- Tak, są na dole.- odpowiedział z rozczarowaniem.
Błyskawicznie wybiegłam z pokoju. Od razu usłyszałam głosy, które dochodziły z salonu. Prędko zbiegłam po schodach, jednak na samym dole stanęłam jak wryta. To co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania.
- Christian..- wyszeptałam łamliwym głosem. Czułam jak łzy napływają mi do oczu i nie byłam w stanie ich już dłużej powstrzymać. Podbiegłam do niego i przytuliłam mocno, mimo tego, iż był ledwo żywy poczułam jak runa parabatai na moim lewym przedramieniu rozgrzewa się pod wpływem jego obecności. Gwałtownym ruchem wyjęłam serafickie ostrze i rozcięłam sobie i jemu dłoń, po czym miejscem rany ścisnęłam nasze dłonie do siebie i zaczęłam powoli wymawiać słowa przysięgi tak, aby niczego nie pomylić:

" Nie nalegaj na mnie, abym Cię opuścił i odszedł od Ciebie,
albowiem dokąd Ty pójdziesz, tam i ja pójdę,
gdzie Ty zamieszkasz tam i ja zamieszkam,
i lud Twój jest moim ludem,
a Bóg Twój jest moim Bogiem.
Gdzie Ty umrzesz  tam i ja umrę i tam pochowany będę.
Niech mi uczyni Pan cokolwiek zechcę, a jednak tylko
Śmierć odłączy mnie od Ciebie. 
Tak mi dopomóż Aniele! "

Po chwili zauważyłam niewielki ruch w obrębie jego klatki piersiowej, więc zacieśniłam uścisk jeszcze mocniej i powtórzyłam przysięgę około trzy razy. Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale ja musiałam mu pomóc. Słyszałam jak Aris mówi mi, żebym się odsunęła, że nie warto, ale ja już wiedziałam, że on do mnie wróci. Po chwili spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami, minę miał taką, jakby nie wierzył w to co widzi, a ja upadłam bezsilna na ziemię. 

                                        Część II
                "Bez Ciebie nie ma mnie..."
Obudziłam się obok Christiana, a nad nami czuwał Magnus Bane. To największy czarownik Brooklyn'u, więc zdziwiłam się trochę widząc go w naszym Instytucie. Uniosłam lekko głowę i zobaczyłam niemrawą minę Arisa. Nie wiedziałam dlaczego znowu jest poddenerwowany, póki nie zdałam sobie sprawy co zrobiłam niecałe dwie godziny temu. Odnawiając przysięgę Parabatai z Chrisem pozwoliłam, żeby część demonicznej mocy, którą zapoczątkował w nim Mroczny Władca przeszła na mnie, tylko po to, aby Christian mógł znów normalnie żyć. Najprawdopodobniej nie dotarło to do mnie jeszcze w zupełności, gdyż wciąż byłam spokojna jak nigdy dotąd. Mimo tego, iż oznaczało to, że Miecz Anioła mógłby mnie zabić, a trzymałam go w rękach jeszcze wczoraj, cieszyłam się jak dziecko, że znów widzę Chrisa całego, przystojnego jak kiedyś i z uśmiechem na twarzy. To mi wystarczyło. 
                                                                      *
- Ona musi umrzeć.- usłyszałam zza ściany. Podniosłam się powoli i postanowiłam posłuchać tej rozmowy.
- El, nie mów tak!- odpowiedział rozwścieczony Aris.
- Jak umrze będziemy bezpieczni, zrozum. To nie Clave, ani Mroczni są dla nas zagrożeniem, tylko ona. Wie już i tak o wiele za dużo, a wiesz co się stanie, jeżeli dowie się całej reszty.- kobieta kontynuowała wypowiedź.
- Nie dowie się.- w głosie Arisa słychać było smutek.
- Lepiej będzie jeżeli ją zabijemy. Wiem, że Ci na niej zależy, ale takich jak ona są miliony, znajdziesz sobie jakąś, bo niestety ta długo żyć nie będzie.
Tylko tyle udało mi się usłyszeć. Gdy po chwili słychać było stukot obcasów podążających w stronę mojego pokoju, powoli chwyciłam ostrze, leżące pod łóżkiem i ściskając je mocno w dłoni, udałam że jeszcze śpię. 
- Widzisz, nawet nie poczuje bólu. 
Błyskawicznie wyrwałam rękę spod pierzyny i krzyknęłam imię ostrza, każde serafickie ostrze nosi nazwę anioła. Nie zwracałam uwagi na to kto nade mną stoi. O mały włos zabiłabym Arisa. 
- Co Ty do cholery wyprawiasz?!- wrzasnął na mnie.
- Ja? Spójrz na siebie! Próbowałeś mnie zabić, gdy spałam! Taki z Ciebie bohater? Nie masz nawet odrobiny odwagi, żeby zmierzyć się ze mną twarzą w twarz, ale będziesz mnie atakował, gdy śpię. Nie wstyd Ci?- warknęłam w jego stronę.
- Przestań, Kat! 
- Wszystko słyszałam!- nie mogłam już dłużej tego ukrywać.
- To nie tak jak myślisz Katherino.
- A niby jak?- nie miałam ochoty słuchać jego idiotycznych tłumaczeń.

                                                                                                                               ~Nightmare.

sobota, 4 marca 2017

Rozdział dwudziestyczwarty

                                           Część I 
     " Znowu czuję, że nie potrzebujesz mnie jak przedtem. "

Z jednej strony cieszyłam się, że świadomość Christiana przetrwała, lecz jednak obawiałam się tego w jaki sposób mogą wykorzystać to mroczni. Jednego byłam pewna, mamy coraz mniej czasu. Muszę odnaleźć moich bliskich, zanim Chris dostanie się w pełni do mojej świadomości i będzie mógł ją już bez problemu kontrolować. Zawsze zaskakiwały mnie nadludzkie moce Chrisa, ale nie pytałam go o to. Mimo tego, iż jesteśmy, czy tam byliśmy parabatai szanowałam to, że on miał jednak swoje życie prywatne, poza tym opuściłam go. Przez ten cały czas moja runa naszego powiązania stopniowo blakła, jednak nie zgasła do końca, wciąż wyczuwałam naszą więź i gdzieś tam była ta myśl, że mogłam to wykorzystać, ale jeszcze nie wiedziałam jak. Potrzebowałam mentora z każdej dziedziny Świata Cieni, żeby umieć panować nad każdą posiadaną mocą, jednak tylko Nocni Łowcy potrafili się nade mną zlitować i pokazać mi to i owo. 
Starałam się rozmasować bark, gdy po chwili poczułam na nim ciepło czyjejś dłoni, odwróciłam głowę i zobaczyłam Arisa, w jednej ręce trzymał kubek gorącej herbaty, a drugą pomagał mi zniwelować ból.
- Trzymaj.- uśmiechnął się krzywo, podając mi kubek. Dopiero teraz zauważyłam, że jest w stroju bojowym.
- Wybierasz się gdzieś?-zapytałam niepewnie, w moim głosie dało się słyszeć lekkie zmartwienie.
- Wybieramy się z paroma likantropami i kilkoma wampirami na poszukiwanie Margaret, Augustusa i Twojej siostry.- powiedział to tak, jakby myślał, że tym tonem przekona mnie do zostania w Instytucie. 
- Chyba zwariowałeś! Naprawdę sądziłeś, że pozwolę Ci wyruszyć beze mnie?- warknęłam gniewnie, lecz po chwili dostałam wyrzuty sumienia, że odnoszę się do niego w taki sposób.
- Niestety będziesz musiała.- powiedział surowo.- Runa blokady już widnieje nad drzwiami Twojego pokoju.- wziął głęboki oddech, gdy zobaczył mój wzrok.- To dla Twojego dobra, Kate. Zrozum, że się martwię.- położył dłoń na mojej i zerknął na mnie powoli. Nie wiedziałam jak mam zareagować, ale wiedziałam, że on tego teraz potrzebuje, więc nie zabrałam ręki.
- Musimy już ruszać.- do pokoju zaglądnęła jego siostra i pośpieszyła go.
- Wybacz mi, Khaterino.- rzekł tak smutno, że aż ścisnęłam mocniej jego dłoń. Spojrzał na mnie zaskoczony i wyszedł.

                                        Część II
          " Nie widzę w oczach Twoich iskry.. "

Cały czas martwiłam się o Arisa i jego współtowarzyszy, jednak byłam równie na niego zła, za to, że pozostawił mnie samą w Instytucie z runą blokującą, przez którą nie mogłam nawet wyjść czegoś zjeść. Stwierdziłam jednak, że nie mogłam być tu kompletnie sama, przecież Aris nie jest kretynem.
- Witam.- do pokoju zajrzał jakiś chłopak, wydawało mi się, że skądś go już kojarzę.
- Cześć.- spojrzałam na niego surowo. Jego ciemne włosy lekko opadały mu na czoło z jednej strony przykrywając delikatnie zielone oczy.
- Jestem Mag.- uśmiechnął się nazbyt szeroko.
- A ja..
- Kate.- wyprzedził mnie.
- Katherina- poprawiłam go. Kate mogli nazywać mnie tylko znajomi.
- Aris mówił, że masz na imie Kate.- spojrzał na mnie krzywo.- Miałem zajmować się Kate, chyba pomyliłem pokoje.- ruszył w stronę drzwi, lekko zmieszany.
- Nie, zaczekaj.- powiedziałam stanowczo.- Jestem Kate.- uśmiechnęłam się, gdy się odwrócił.
                                                                        *
Wpatrywałam się w niego dobrą chwilę, próbując dostrzec w nim znak przynależności do świata nocy.
-Szukasz tego?- w tym momencie jego oczy błysnęły błękitnym światłem.- Jestem czarownikiem.
- Jakoś nie widziałam Cię na światowej liście.- zaśmiałam się.
- A słyszałem, że wszyscy patrzą na pierwsze miejsca.- sam nie mógł powstrzymać śmiechu.
                                                                   **
Po długiej rozmowie z Magiem postanowiłam wziąć się za jakąś lekturę, ponieważ biedny zasnął w fotelu znudzony moimi opowiadaniami. Niestety w pokoju najciekawszą książką jaką miałam był słownik, więc postanowiłam się położyć i wpatrywałam się w Maga bezustannie. Co jakiś czas dostrzegałam cechę, bardzo podobną do mojej, czasem była ona minimalna, ale była. Po długim wpatrywaniu się po raz kolejny zasnęłam.
                     
                                                                                                                   ~Nightmare.

sobota, 4 lutego 2017

Rozdział dwudziestytrzeci

                                     Część I 
         " Kim jestem? Znowu czuję bezdech..."

Odszukaliśmy położenie wszystkich naszych przeciwników w przeciągu kilkuset mil od nas, przebadaliśmy naprawdę duży teren i chyba wszystkich nas bolały już oczy. Co prawda było dość wcześnie, ale nie zamierzaliśmy dzisiaj atakować, nie byliśmy jeszcze w pełni sił na to, co nas czeka po drugiej stronie lasu. Arthur nie żyje, a ja wciąż nie wiem gdzie znajdują się Margaret z Augustusem i moją małą siostrzyczką. Cieszyłam się tylko z tego, iż mogę znowu kontaktować się z nią telepatycznie, jednak gdy próbowałam nie odpowiadała. 
                                                                          *
Wraz z Arisem wybrałam się do sali treningowej, oboje potrzebowaliśmy się solidnie przygotować. Czekała na nas wojna, pełna przelewu krwi, grozy i strachu. Nikt nie wiedział czego tak naprawdę możemy się spodziewać. To moja pierwsza wojna od czasu kiedy jestem w pełni świadoma bycia Nocnym Łowcą, choć wiem, że nie jestem czystej krwi. Wyjęłam swoje ulubione ostrze i skierowałam w stronę Arisa, Z początku walka sprawiała mi wiele trudności, gdyż nie mogłam się w ogóle skupić, po chwili jednak zaczęłam odzyskiwać formę i szybko powaliłam go na ziemię. 
- Dobrze Ci idzie.- uśmiechnął się Aris.
- Dzięki, ale raczej nie mogę powiedzieć 'nawzajem'.- zaśmiałam się i podałam mu rękę, aby mógł wstać. Zobaczyliśmy jak drzwi do sali treningowej się otwierają, a w nich ukazała się nam postać Sebastiana.
- Nie sądziłem, że kogoś tu zastanę.- burknął gniewnie.
- Wiesz ta sala nie jest przeznaczona wyłącznie dla jednego Nocnego Łowcy.- odpowiedziałam. Podszedł do mnie bliżej i ukazał mi swoje zielone oczy.
- Jestem mieszańcem, Kate.- zaśmiał się.- Jak Ty. 
                                                                   **
Nie sądziłam, że aż tak po mnie widać, iż jestem Niezgodną, tak samo jak nie spodziewałam się, że istnieją jeszcze inni mieszańcy oprócz mnie, co prawda wiedziałam, iż są, ale nie myślałam, że kiedykolwiek poznam któregoś z nich. Pochodzenie Sebastiana zaintrygowało mnie jeszcze bardziej niż wtedy, gdy pierwszy raz zjawił się znikąd w moim Instytucie. 

                                      Część II
                             "Słowa tępe jak noże ranią zmysły..."
Trenowaliśmy do późnego popołudnia. Ćwiczyłabym dalej, ale moje skupienie zakłócił głos w głowie, który bez przerwy powtarzał moje imię. Nie brzmiał jak moja siostrzyczka, ale całkowicie inaczej. Był to męski głos, jednak gdy starałam się go wychwycić, lub mu odpowiedzieć dochodziło do mnie okropne piszczenie, które prawie rozsadzało mi głowę. Zdenerwowałam się, chciałam dowiedzieć się dlaczego ktoś mnie wzywa i kto to jest. To nie było normalne. 
                                                                     *
Postanowiłam się przespać, choć ostatnio nic prócz tego nie robiłam, ale nie mogłam znieść dłużej tego nękającego mnie głosu. Gdy zasnęłam przed oczami miałam moją walkę z demonem w świecie Przyziemnych. Pamiętam jak dziś, gdy po raz pierwszy walczyłam przy ludziach. To nie było dla mnie proste. Obudził mnie przerażający krzyk, po czym zorientowałam się, że to ja krzyczę, a mój bark krwawi. Nie musiałam długo czekać, ażeby praktycznie wszyscy mieszkańcy Instytutu znaleźli się w moim pokoju. Aris szybko podał mi stelę, a ja narysowałam itarze, Bark błyskawicznie się zagoił, ale ja nadal nie wiedziałam co się tak naprawdę stało. Najprawdopodobniej ktoś wkradł się do mojego snu i zmienił jego przebieg panując nad teraźniejszością. Nigdy nie potrafiłam wyobrazić sobie jakby to było, gdybym ja posiadała tak ogromną moc, a przecież posiadam dużo wiekszą. Jestem Niezgodną. Posiadam moc większą od Magnusa Bane'a, choć sama jeszcze o tym nie wiem.
- Wszystko w porządku?- zapytał zmartwiony Aris.
- Już tak.- odparłam strudzona, bark nadal trochę bolał, więc podniosłam się bardzo powoli.
- Co się stało, możesz mi to wyjaśnić?- kontynuował, wskazując na bark.
- Sama nie wiem, pod koniec treningu zaczęłam słyszeć dziwny głos w głowie, jednak nie  mogłam się z nim skontaktować, nie potrafiłam się skupić, więc postanowiłam pójść spać, żeby się go pozbyć, ale jak widać na próżno.- odpowiedziałam zrezygnowana.
- Ktoś przebił się przez tarczę.- rzucił z końca pokoju Sebastian.
- Ale tylko Christian to potrafił, a on przecież nie...- zamurowało mnie. Generalnie Chris żył, choć nie było w nim ani grama życia, funkcje jego narządów były sztucznie podtrzymywane przez mrocznego władcę, nie wiedziałam, że jego zdolności przetrwały, jeżeli tak właśnie było, mroczni mogli mnie bez problemu zniszczyć, jednak chyba jeszcze nie do końca wiedzieli jak to wykorzystać.
                                                                                                                  ~Nightmare.

sobota, 7 stycznia 2017

Rozdział dwudziestydrugi

                                       Część I

        " Żywię się strachem, a on żywi się mną "

Sama nie wiedziałam co mam teraz zrobić, starałam się opanować, ale nie potrafiłam choćby na chwilę stanąć w miejscu. Po chwili jednak znieruchomiałam. Stałam jak wryta i wpatrywałam się w ścianę. Mój nos znów poczuł to czego nie powinien poczuć nigdy wcześniej. Frezje... frezje i morele. Arthur. Pobiegłam szybko na górę, a za mną Aris. Najprawdopodobniej nikt tego nie czuł, ale ja tak. Wiedziałam, że on jest w Instytucie. Skoro on tu jest są też moi bliscy.
                                                                  *
Pędziłam po schodach ile miałam sił w nogach. Biegłam za tym okropnie zniewalającym, jednak ohydnym zapachem. Trop prowadził aż na poddasze do starej biblioteki z antykami. Pamiętam jak byłam tu pierwszy raz. Miałam ukraść naszyjnik dla  Królowej Jasnego Dworu w zamian za informacje o tym gdzie przebywa Christian. Pokazałam Arisowi, żeby zaczekał na mnie na korytarzu, nie chciałam walczyć z Arthurem, co prawda emocje we mnie szalały, ale ja byłam dziwnie spokojna.
- Nigdy nie chciałem Cię skrzywdzić Kate. - usłyszałam z końca pomieszczenia. - Zawsze byłaś dla mnie najważniejsza, a potem.. potem znalazłaś sobie Parabatai.- zobaczyłam na swojej skórze gęsią skórkę, gdy wspomniał o Chrisie.- Fakt byłem zazdrosny, ale przecież miłość między parabatai jest zakazana więc czego mogłem się obawiać?- zapadła głucha cisza. - Nie wiesz?- wiedziałam, że zna odpowiedź, więc pozwoliłam mu dokończyć.- Może tego, że gdy on umrze, ta najlepsza, ta odpowiedzialna za odczuwanie miłości część Ciebie zginie razem z nim... a może tego, że kiedyś znajdziesz sobie takiego, który zrobi dla Ciebie wszystko, tak jak ten na korytarzu.- zaśmiał się. - On się tak bardzo stara, a Ty masz to gdzieś, całe jego staranie idzie na marne, szkoda, że on głupi tego nie widzi.- odwrócił się, a wtedy zobaczyłam jego oszpeconą twarz. Odskoczyłam. - Ja też jak głupiec myślałem, że wrócisz do Alicante, do mnie.- zrobiło mi się przykro.- Byłem naiwny Kate, za bardzo naiwny. - po moim policzku spłynęła łza. Tak bardzo było mi go szkoda. - I właśnie tym przypłaciłem za moją naiwność. Kochałem Cię Katherino. - znów chwila ciszy, nie byłam w stanie wykrztusić z siebie ani jednego słowa.- A Ty odeszłaś,zabierając ze sobą całą moją chęć do życia, dlatego teraz wiedząc, że już nigdy nie będziesz moja jestem gotowy umrzeć.- nie zdążyłam nic zrobić. Zapach frezji i morel ulotnił się tak szybko jak życie z Arthura upadającego na podłogę przede mną z sercem przebitym serafickim ostrzem. Krzyknęłam z przerażenia,a obok mnie natychmiast zjawił się Aris. Objął mnie mocno, a ja mogłam wypłakać się za wszystkie czasy.

                                     Część II

        " Twoje oczy powiedzą mi wszystko. " 

~" Kate, Kate" ~ usłyszałam jakby w oddali. To była ona, moja malutka siostrzyczka, potrzebowała mnie, a ja nie mogłam być teraz przy niej. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą Arisa. Poczułam się dziwnie. Nie byłam pewna dlaczego. 
- Obudziła się? - usłyszałam do tej pory nieznajomy głos. 
- Tak.- odpowiedział Aris uśmiechając się do mnie. 
- No nareszcie! Myślałem, że prześpi całą mroczną wojnę!- zaśmiał się nieznajomy, Podniosłam się, żeby mu się przyjrzeć. Był wysoki i umięśniony, z łukiem w lewej ręce i strzałami na plecach. Popatrzył przez chwilę w moją stronę, jego spojrzenie było przenikliwe, jakby chciał dostać się do mojego umysłu.- Dzień dobry śpiąca królewno, chyba pora wstać i zacząć działać, bo pachnie tu lenistwem. - wyszedł z pokoju. 
- To Sebastian, mój kuzyn.- powiedział Aris podając mi ubrania.- Bywa nieuprzejmy.- krzywo się do mnie uśmiechnął.- Czekamy na dole.
Musiałam długo spać, skoro zdążyli sprowadzić łucznika, jeszcze tak niecierpliwego, ale cóż teraz każda pomoc się przyda. Zbiegłam na dół i stanęłam przed całym orszakiem.
- No siemka.- ten nowy puścił mi oczko. Jakoś nie byłam w nastroju do żartów.
- Seba, daj sobie spokój.- mruknął Aris i spojrzał na mnie ze wstydem. Odwróciłam wzrok.
- Jaki jest plan?- zapytałam.
- Rozwalić ich wszystkich.- nie musiałam patrzeć, od razu wiedziałam kto to powiedział.
- Coś lepszego?- zaproponowałam.
- Sebastian ma rację, ale trzeba to dopracować.- Eleonora wskazała ręką na pracownie komputerową. Udaliśmy się tam całą ekipą i w końcu zaczęliśmy pracować, czasu było coraz mniej, a rzeczy do zrobienia przybywało.

                                                                                                       ~ Nightmare.

środa, 28 grudnia 2016

Rozdział dwudziestypierwszy

                                               Część I 
        " Na szlak moich blizn poprowadź palec..." 

Powoli i spokojnie otworzyłam Szarą Księgę, sama nie wiem co chciałam tam znaleźć, ale byłam pewna, że coś w niej jest. Coś czego wcześniej nie widziałam, a pomogłoby mi odnaleźć rodzinę i wygrać Mroczną Wojnę, lub choćby ocalić własne życie. Do tej pory nie przejmowałam się tym co się ze mną stanie, jestem Niezgodną, ale czuję się jak pełnoprawna Nocna Łowczyni i taką chciałam pozostać. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi, wystraszyłam się i gwałtownie podniosłam głowę, tak że zobaczyłam mroczki przed oczami.
- Herbaty?- uśmiechnął się Aris, a ja odwzajemniłam uśmiech, jednak nic nie odpowiedziałam. Wszedł niepewnym krokiem do środka i wyciągnął ku mnie rękę podając mi kubek gorącej herbaty z miodem i cytryną. Przy nim czułam się inaczej, zapominałam o wszystkim naokoło, mogłam odpocząć w ciszy i spokoju, nawet moje myśli pozwalały mi się choć na chwilę zrelaksować. Czułam się przy nim, jak przy Christianie. Aris spojrzał mi w oczy, chyba zobaczył coś czego nie chciał widzieć.
- Wiesz doskonale, że to wcale nie Twoja wina.- spoglądał na mnie z troską.
- Co?- nie wiedziałam o czym my w ogóle rozmawiamy.
- Oh Kate, idź się zdrzemnij. Potrzebujesz odpocząć.- zasugerował mi wyjście z sali.
- Ja potrzebuję świeżego powietrza i chwili spokoju. Pójdę się przejść.- uśmiechnęłam się lekko.
                                                                    *
Na wszelki wypadek zabrałam ze sobą trzy serafickie ostrza. Trwały przygotowania do Mrocznej Wojny, ścigało mnie Clave i miliony innych moich wrogów, a ja jak gdyby nigdy nic udałam się na spacer.. sama.
Musiałam pobyć chwilę sam na sam z moimi myślami, wszystko sobie uporządkować, choć przez chwilę myślałam, że to własnie ta samotność mnie niszczy. Teraz jednak jej potrzebowałam.
Szłam naprawdę żółwim tempem. Przed oczami miałam teraz Arisa, wypowiadającego słowa o moich uczuciach do niego. To nie tak, że kompletnie nic do niego nie czułam, ale to wszystko co się teraz działo nie pozwalało mi na jakieś związki czy coś w tym stylu. Nagle usłyszałam za sobą jakiś szelest, wyjęłam szybko ostrze i szepnęłam Cassiel. Ostrze rozbłysło błękitnym blaskiem tak, że aż musiałam zmrużyć oczy.
- Ej, spokojnie.- ktoś położył mi rękę na ramieniu. Odwróciłam się nerwowo, przy okazji drasnęłam jego ramię.
- Przepraszam!- krzyknęłam widząc, że to jeden z likantropów wracających ze zwiadów.
- Nic się nie stało.- uśmiechnął się krzywo, starając się zatamować krwawienie. - Poczekaj.- odwrócił się. Za chwilę stał przede mną, a po skaleczeniu nie było nawet śladu.
- Widziałeś coś ciekawego?- skinęłam głową wskazując głębszą część lasu.
- Wszystko Ci opowiem w Instytucie, tu nie jest najbezpieczniej. W ogóle, kto pozwolił wyjść Ci samej?!- po raz pierwszy widziałam, aby obca osoba się o mnie martwiła. Może dlatego, że życie wszystkich w tej części Idrisu zależało od tego, czy ja jeszcze żyję.
                Część II
                             " Z moich snów uciekasz nad ranem... "

Usiedliśmy wszyscy w Sali Obrad i czekaliśmy co nam powiedzą wilkołaki. W głębi duszy czułam, że nie będą to najmilsze informacje, więc próbowałam się powoli przygotować na kolejną falę goryczy jaka we mnie uderzy.
- Przeszliśmy teren o kilka mil dalej niż jesteśmy teraz. Niestety napotkaliśmy paru nieprzyjaciół, cóż mogę powiedzieć, wyglądali podobnie jak Christian w Sali Mroku.- zapadła chwila ciszy.- Szukali informacji, nie wiemy dokładnie jakich, jednak gdy pytaliśmy kto ich przysłał odpowiadali, że Ty Pani.- w tej chwili zamarłam. Nie dotarło jeszcze do mnie to, co przed chwilą powiedział zwiadowca, jednak przed oczami miałam swoją sylwetkę wypijającą życie z bezbronnych ludzi. Właśnie tak teraz było. Oni wszyscy poświęcali się dla mnie, narażali swoje własne życie, abym ja mogła żyć i zrealizować swój marny plan, który mógłby okazać się totalną katastrofą dla nas wszystkich. Wyobraziłam sobie siebie na środku pogorzeliska, a wokół mnie szczątki tych wszystkich ludzi siedzących teraz ze mną przy jednym stole, na środku napis "wygraliśmy". Co mi z takiej wygranej, gdy niewinni ludzie będą umierać jeden po drugim dla mnie.. niby za 'wolność' i 'bezpieczeństwo', jednak każdy wie jak jest naprawdę. To tylko mój plan i tylko ja powinnam się w niego angażować. Mimo, iż sama nie dam sobie rady, oni nie powinni za mnie cierpieć.

                                                                                                                ~Nightmare.

sobota, 20 sierpnia 2016

Rozdział dwudziesty

                                     Część I 
               "Dobrze, że nie wiesz co u mnie, bo pękło by Ci serce."

 Byłam przerażona, na całym ciele miałam gęsią skórkę. Po głowie krzątały mi się najgorsze z możliwych myśli jakie mogły mi w tym momencie przyjść do głowy. Miałam ochotę wrzeszczeć i wyrzucić z siebie cały ten ból jaki w sobie kryłam, jednak jedynym co udało mi się zrobić było ciche westchnięcie wołające o pomoc, bo powoli przestawałam dawać sobie radę. 
                                                                 *
Po kilku minutach zobaczyłam obok siebie Arisa, obejmującego mnie za ramiona i pomagającego mi ustać na własnych nogach. Dopiero teraz zorientowałam się jak bardzo potrzebuję odpoczynku. Od kilku tygodni prawie nic nie jadłam, po nocach nie mogłam zmrużyć oczu i bezustannie się o kogoś martwiłam. Przechodząc obok sali luster, gdy zobaczyłam swoje odbicie nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę ja. Wyglądałam prawie jak Christian w Sali Mroku. Chris... był ostatnią osobą, o której pomyślałam przed zaśnięciem. Pustka spowodowana  brakiem jego obecności w moim życiu sprawiła, że już nigdy nie będę do końca szczęśliwa. Parabatai odchodząc zabiera cząstkę Ciebie, tą najlepszą cząstkę Twojej duszy. Nie mogłam powiedzieć, że to Chris mnie zostawił, nie byłam w stanie zrzucić na niego winy. To ja, przecież uciekłam z Alicante, a podobno dla Parabatai poświęcamy swoje życie. Wiem, że go zawiodłam. Gdybym została, może Christian nadal by żył.
                                                              **
Obudziłam się z trochę lepszym samopoczuciem. Zaczerpnęłam kilka głębokich wdechów i stwierdziłam, że ktoś musiał wywietrzyć Instytut. lub po prostu mój pokój. Spróbowałam wstać, jednak nadal miałam za mało siły. Z trudem ułożyłam się w pozycji siedzącej i powoli rozejrzałam się po pomieszczeniu. Po mojej lewej stronie, na fotelu w kącie spał Aris, najprawdopodobniej zasnął pilnując mnie. Był dla mnie teraz taki troskliwy i miły, jak wtedy gdy się poznaliśmy. Usłyszałam jakieś głosy na korytarzu, niestety nie zdążyłam położyć się z powrotem zanim ktoś przekroczył próg pokoju. To był Albert, niósł tacę z jakimś jedzeniem, najprawdopodobniej moim śniadaniem.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się lekko do chłopaka. 
- Jak się czujesz?- zapytał siadając na skraju łóżka i przyglądając mi się uważnie. 
- Już lepiej.- odpowiedziałam, przełykając pierwszy kęs kanapki. 
- Nie masz jeszcze tyle siły, aby móc wyruszyć na wojnę.- posmutniał wypowiadając ostatnie słowo.
- Wieczorem na pewno będę mogła już swobodnie się poruszać.- westchnęłam mając taką nadzieję.

                                           Część II 
                 "Gdy tęsknisz zostaje Ci odebrane wszystko co kochasz."

Wstałam powoli z niewielką pomocą likantropa, ubrałam się i tak po prostu wyszłam z pokoju. Szczerze, nie miałam pojęcia dokąd mam iść, ale wstydziłam się poprosić kogoś o pomoc, to było dla mnie bardzo krępujące, jednak nie widziałam teraz żadnego innego wyjścia. Szepnęłam Albertowi na ucho żeby przyprowadził gromadkę swoich ludzi i wysłał ich na zwiady. Próbowałam kontaktować się z moją siostrą telepatycznie, ale to nic nie dawało. Przynajmniej wiedziałam, że są w innym wymiarze. Miałam tylko nadzieję, że w wyższym, a nie niższym. Nie chciałam, żeby moja siostra podzieliła losy mojego Parabatai. Zbiegłam ze schodów i wyjęłam ze szkatułki trzy serafickie ostrza. Odskoczyłam, gdy zobaczyłam przed sobą Arisa. Byłam święcie przekonana, że śpi na górze.
- Znowu się gdzieś wybierasz beze mnie?- zapytał, tym razem zmartwiony.
- To nie Twoja wojna Aris. Nie chcę Cię narażać na niebezpieczeństwo.- sama nie wiedziałam dlaczego powiedziałam akurat to.
- Przestań Kate, Dobrze wiem, że nie o to chodzi.- zbliżył się do mnie na kilka dzielących nas kroków.
- To skoro wiesz o co chodzi może mi powiesz, bo ja nie mam pojęcia.- zdenerwowałam się. 
- Spokojnie, przecież nie musisz mnie kochać.- W tym momencie naprawdę nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
Po chwili zza pleców Arisa wyłonił się Raphael, uśmiechnięty jak zawsze.
- Idziemy Pani?- zapytał wskazując ręką na drzwi za mną. Wciąż wpatrywałam się w Arisa jak w obrazek, w jego oczach było tyle emocji, jednak moje spojrzenie jak zawsze było puste. Zauważyłam, że Aris zadziera już pięści, a więc wolałam nie ryzkować utraty jednego z sojuszników. 
- Jeszcze nie, poczekajmy, aż wrócą likantropy i przekażą nam informacje o bezpieczeństwie terenu.- uśmiechnęłam się lekko w stronę Arisa, chociaż wiedziałam, że była to bardziej jakaś krzywa mina niż uśmiech. Odłożyłam spowrotem ostrza do szkatułki, ominęłam ich i ruszyłam w stronę pokoju run. Chciałam przepatrzeć jeszcze raz je wszystkie, może coś przeoczyłam, a było to ważne.

                                                                                                                           ~Nightmare.

środa, 20 lipca 2016

Rozdział dziewiętnasty

                                        Część I 
                         "Boję się jutra, jutra bez Ciebie." 

Czekaliśmy teraz z Arisem sami w wielkiej sali na decyzje wampirów. Nie mogłam złapać oddechu opowiadając Eleonorze o podstępie Conclave, pod koniec mojej wypowiedzi uświadomiłam sobie, że na pewno nie pozostali oni bezczynni. Muszą mnie szukać. Wciąż byłam jeszcze obolała po incydencie z Arthurem na ulicach Alicante, ale nie zwracałam uwagi na ból. On mnie tylko umacniał w tym co muszę zrobić. Po chwili zauważyłam Eleonorę, która szła w naszą stronę ze swoimi trzema podwładnymi. 
- To jest Raphael, będzie mnie informował jak idą działania w sprawie stworzenia armii, oraz będzie podejmował za mnie decyzje w terenie.- powiedziała spokojnie przywódczyni wampirów. Odetchnęłam z ulgą, Uśmiechnęłam się lekko, po czym uścisnęłam dłoń Eleonory na znak zawarcia porozumienia i ruszyłam w kierunku wyjścia. Aris dotrzymywał mi kroku po mojej prawej stronie, a Raphael po lewej. Czułam się trochę niekomfortowo więc przyśpieszyłam lekko krok zostawiając ich w tyle. Teraz przyszedł czas na Likantropy. Przypomniała mi się cała akcja ucieczki przed Mrocznymi Nocnymi Łowcami, wtedy także schroniliśmy się u Wilkołaków, a teraz ponownie potrzebujemy ich pomocy. Narysowałam portal, przy czym wampir drgnął nerwowo, ale nie powiedział ani słowa i spokojnie przeszedł na drugą stronę. 
                                                                 *
Znaleźliśmy się w tej samej jaskini, co kilka tygodni temu. Wydawało mi się, że jest tu zupełnie pusto dopóki nie usłyszałam donośnego "Aris!" z lewej strony. Po chwili zobaczyłam jego siostrę rzucającą mu się na szyję i wyszeptującą mu coś do ucha. Chłopak uśmiechnął się lekko i postawił dziewczynę na ziemię.
- Gdzie tata?- zapytał stanowczo.
- Na zwiadach.- odpowiedziała cicho. 
- Przywódca na zwiadach, to dziwne.- Aris spojrzał na swoją siostrę, a następnie na mnie.
- Przywódca stoi przed Tobą braciszku. - uśmiechnęła się szeroko dziewczyna.
- Gratulacje Tris!- przybił z nią piątkę, a następnie odruchowo spoważniał.
- Przychodzimy zawrzeć porozumienia. - ośmieliłam się wykrztusić z siebie jakiekolwiek słowa.
- Jakie porozumienia?- zaśmiała się.
                                                                 **
Chodziłam nerwowo po jaskini w tę i  z powrotem, ale to nic nie dawało. Byłam osobą naprawdę bardzo niecierpliwą, szczególnie, że w tym momencie czas bardzo się dla mnie liczył.
- Skoro to jest dla Ciebie takie ważne to się zgadzam.- odpowiedziała wreszcie siostra Arisa.
- Dziękuję.- podeszłam i uścisnęłam jej dłoń.
- To jest Albert, mój wysłannik.- uśmiechnęła się wskazując ręką na chłopaka.

                                       Część II 
                        "Na szlak moich blizn poprowadź palec..."
Teraz zostały nam tylko fearie i czarownicy, jednak byłam pewna, że oboje się zgodzą. W końcu coś zaczęło mi się układać. Miałam rodzinę, przyjaciół, ale jednak wciąż czekała mnie wojna. Nic za darmo jak to mówią. Weszłam powoli do Instytutu, rysując runę wejścia, aby moi goście nie zostali spaleni przechodząc przez próg. Od razu skierowałam się do pokoju, w którym zostawiłam swoją małą, śpiącą księżniczkę. Jednak, gdy weszłam nikogo w środku nie było. Obiegłam cały Instytut i zaglądnęłam do każdego pomieszczenia, ale nikogo tutaj nie było. Stanęłam jak wryta, co tu się mogło wydarzyć. W powietrzu nie dało się nic wyczuć, oprócz... zapachu frezji i morel. Niech to szlag. Zapomniałam założyć zabezpieczenia.
                                                                                                              ~Nightmare.